39 i pół to nie tylko tytuł popularnej polskiej komedii gdzie głównym bohaterem jest Darek – momentami nieodpowiedzialny i szalony facet dobiegający czterdziestki. 39 i pół roku to także czas jaki przebywam na tym łez padole. W lipcu skończę magiczną barierę wiekową czyli czterdzieści lat, która daje niemal każdemu facetowi wiele do myślenia… Mysłowicka reorganizacja placówek oświatowych przypomina uderzanie głową w mur. Próby likwidacji, przenoszenia czy łączenia szkół z przedszkolami w aktualnym wydaniu powoduje tylko niepotrzebne niepokoje społeczne, a ludzie żywotnie zainteresowani tym procesem są u kresu wytrzymałości. Olbrzymi stres i niepewność jutra dotyka nie tylko pracowników zatrudnionych w oświacie, ale i samych pomysłodawców.Dariusz Wójtowicz kiedyś nazywany Albertem…

39 i pół to nie tylko tytuł popularnej polskiej komedii gdzie głównym bohaterem jest Darek – momentami nieodpowiedzialny i szalony facet dobiegający czterdziestki. 39 i pół roku to także czas jaki przebywam na tym łez padole. W lipcu skończę magiczną barierę wiekową czyli czterdzieści lat, która daje niemal każdemu facetowi wiele do myślenia… Mysłowicka reorganizacja placówek oświatowych przypomina uderzanie głową w mur. Próby likwidacji, przenoszenia czy łączenia szkół z przedszkolami w aktualnym wydaniu powoduje tylko niepotrzebne niepokoje społeczne, a ludzie żywotnie zainteresowani tym procesem są u kresu wytrzymałości. Olbrzymi stres i niepewność jutra dotyka nie tylko pracowników zatrudnionych w oświacie, ale i samych pomysłodawców. Patrząc na zmęczone twarze zastępcy prezydenta miasta Grzegorza Brzoski czy pani naczelnik Iwony Nowak należy stwierdzić, że są u kresu wytrzymałości w takim samym stopniu jak niepewni jutra pracownicy oświaty. Czteromiesięczne walki, o tak naprawdę znikome oszczędności budżetowe, wytworzyły w Mysłowicach atmosferę wrogości między władzami miasta, a mieszkańcami. Moim zdaniem wszelkie dotychczasowe zabiegi reformatorskie spaliły na panewce, bo od samego początku były prowadzone bez konkretnego i przemyślanego planu. Przy okazji warto dodać, że radni, którzy tak naprawdę ostatecznie decydują o organizacyjnych zmianach sieci szkół i przedszkoli często dowiadywali się o wszystkim w formie plotek i niesprawdzonych informacji. Jednym słowem zapowiadane wielomilionowe oszczędności dla miasta okazały się mrzonką, a smród pozostał!Dwie „Szóstki” do połączenia…organizacyjny zonk!Aby nie być gołosłownym przypomnę, że próba likwidacji Szkoły Podstawowej numer 6 i Przedszkola numer 6 w Brzęczkowicach zakończyła się skandalem nie tylko medialnym ale i organizacyjnym. Obecnie próbuje się łączyć „Szóstkę” z przedszkolem w jeden oddział szkolno – przedszkolny gdzie rzekome oszczędności są nie warte tak wielkich awantur i kolejnych napięć społecznych. Planuje się po połączeniu placówek stworzyć jedną, wspólną kuchnię, co doprowadzi do dużych problemów przy wydawaniu posiłków. Wspólny budżet to też problem, bo jak pokazuje życie, gdzie wspólna kasa tam korzysta silniejszy i bardziej „operatywny”. Nie wspomnę już o zwolnieniach kucharek, sprzątaczek czy intendentek, które najprawdopodobniej trafią pod opiekę MOPSu bądź zasilą szeregi bezrobotnych, czyli trafią na garnuszek miasta. Niepotrzebne napięcia społeczne w dużej części nadszarpnęły dobre imię prezydenta Edwarda Lasoka, który w dzielnicy od lat cieszył się olbrzymim zaufaniem społecznym, a wynik wyborczy jaki uzyskał w Brzęczkowicach był godny najwyższego szacunku. Chyba tylko na Kubie, w Korei Północnej i byłym Związku Radzieckim uzyskiwane były podobne wartości procentowe po podliczeniu wszystkich oddanych głosów. Po nieudolnych działaniach reformatorskich swoich pracowników prezydent Lasok wiele stracił na swojej wartości, nad czym osobiście ubolewam, bo lubię go i cenię jako człowieka o dobrym sercu. Teraz nikt mu tego nie zwróci, a niesmak pozostanie na długie, długie lata. Zespół Szkół Specjalnych – mogli mieć nową placówkę!Kolejnym przykładem chybionych działań jest przenoszenie Zespołu Szkół Specjalnych do małej Trzynastki na Brzęczkowicach. To także moim zdaniem jedno wielkie nieporozumienie i działanie na siłę, aby tylko udowodnić swoją rację. Jedyną w mieście szkołę podstawową ze znakomicie działającymi oddziałami integracyjnymi próbuje pozbawić się budynku, w którym dzieci w klasach od 1 do 3 mają komfortowe warunki do nauki oraz integracji środowiskowej od najmłodszych lat. Rodzice są rozżaleni pomysłem czego dowodem były liczne spotkania, emocje i płacz.Budynek małej „Trzynastki” nie jest przystosowany do przyjęcia dzieci o dużym stopniu niepełnosprawności, a szacunkowe założenia, że milion złotych wystarczy na adaptację i całkowite przystosowanie pomieszczeń jest moim zdaniem sumą nierealną. Po przebudowie za ową bańkę placówka nadal będzie bez sali gimnastycznej, która jest niezbędna dla prowadzenia specjalistycznych zajęć ruchowych. Pieniędzy na pewno braknie też na elewacje czy dach.Moim zdaniem falstartem okazały się działania związane z przenosinami dzieci z Zespołu Szkół Specjalnych w chwili tak wielkich napięć emocjonalnych i w atmosferze buntu społecznego na osiedlu Powstańców Śląskich. Jak wiemy, kilku nieodpowiedzialnym mieszkańcom puściły hamulce i przeżyliśmy prawdziwy skandal związany z bandyckimi ulotkami szkalującymi niepełnosprawne dzieciaki. A można było tego wszystkiego uniknąć budując nowoczesną szkołę dla Zespołu Szkół Specjalnych wraz z całym zapleczem dla Warsztatów Terapii Zajęciowej i małą przychodnią. Pieniądze można było uzyskać ze sprzedaży starego budynku ZSS wraz z działką w samym sercu miasta. Trzeba było tylko chcieć, a tak mamy typowe szminkowanie nieboszczyka… Budowa nowej szkoły jest zawsze tańsza niż przebudowa istniejących budowli – tak przynajmniej twierdzą budowlańcy. W tym miejscu należy uciąć spekulacje związane z kwotą jaka jest przewidziana na budowę nowego Zespołu Szkół Specjalnych. Jak twierdzą urzędnicy, jest projekt na budowę placówki w kwocie prawie 20 milionów złotych! Powtarzanie tych niedorzeczności dyskredytuje moim zdaniem tych, którzy przetwarzają tą informację na spotkaniach z mieszkańcami. Być może jest to robione po to aby zniechęcić ludzi do takiego pomysłu.Korzystając z okazji, że mogę się dziś uzewnętrznić w sprawach oświatowych, pragnę oznajmić z całą stanowczością, że nie głosowałem podczas wczorajszego posiedzenia komisji za pomysłem odebrania społeczności szkoły podstawowej numer 13 budynku przy ulicy Wały. Taki informacje zostały przekazane mieszkańcom Brzęczkowic przez „złośliwe” i niedoinformowane osoby – przez co byłem zmuszony do tłumaczenia się swoim sąsiadom. Jest to kłamstwo. Jak widać, sprawa „małej” Trzynastki jest szeroko komentowana, a mieszkańcy reagują na każde doniesienie o postępach w legislacji.Trójka z Dziewiątką to też organizacyjny klops…Dużym echem i wieloma spotkaniami odbiła się próba łączenia szkoły podstawowej numer 3 w Janowie z przedszkolem numer 9 przy ulicy Szopena. Przerażeni rodzice, wystraszeni pracownicy oświaty i radni, którzy nie dali się przekonać do tego kolejnego chybionego pomysłu, organizowali spotkania próbując znaleźć inne, bardziej przystępne rozwiązanie. Tu też były emocje, łzy i niepewność jutra wielu sponiewieranych życiem pracowników oświaty. Gdy nikt nie wierzył w szansę powodzenia, nagle okazało się, że sanepid nie pozwoli na łączenie „Trójki” z „Dziewiątką”! Tu też współczuję prezydentowi Edwardowi Lasokowi „podpowiadaczy”, którzy wsadzili na mega minę swojego pracodawcę, psując mu reputację i niszcząc dobre imię człowieka o ludzkim podejściu do życia samorządowego. Pomysły łączenia w zespoły szkolno – przedszkolne miały być przejrzyste i jednakowe dla wszystkich placówek. Niestety tak się nie stało, bo zamiast pierwotnych założeń mających łączyć wszystkie szkoły z przedszkolami, próbuje się obecnie połączyć tylko dwie takie placówki – na Brzęczkowicach i na Morgach. Jakie kryteria zostały przyjęte? Bóg jeden powinien to wiedzieć…i kilkoro radnych, którzy wiedzą jakie to kryteria! Radni mojego Klubu Centrolewicy „Wspólnie dla Mysłowic” wielokrotnie w tej kadencji udowodnili, że prezydent Edward Lasok może na nas liczyć w trudnych chwilach. Teraz tez jesteśmy chętni do opracowania wspólnego planu działania w reformowaniu placówek oświatowych w Mysłowicach po to aby w budżecie miasta zaoszczędzić grube miliony. Jednak ani ja, ani większość radnych „WdM” nie podpisze się pod drobnymi, wręcz kosmetycznymi zmianami, które wywołują niepokoje wśród mieszkańców i niszczą resztki zaufania do radnych i prezydentów – przy okazji nie przynoszą zamierzonych efektów finansowych. Zniszczono tenis stołowy, lekką atletykę, teraz czas na siatkówkę, tak najłatwiej…Wczoraj (w poniedziałek 20 lutego) odbyło się posiedzenie trzech Komisji stałych RM, w tym Edukacji, Kultury i Sportu gdzie radni opiniowali projekty uchwał na zwołaną w trybie nadzwyczajnym czwartkową sesję Rady Miasta. I znów było wiele emocji i niepotrzebnych kłótni. Radni podejmując niektóre decyzje, starają się być anonimowi, bo wiedzą, że podnosząc rękę za niektórymi rozwiązaniami niszczą wieloletnią, ciężką pracę pedagogów. Ale głosują, bo czują się ważni – bo są w tak zwanej Koalicji!Jedną z takich decyzji może stać się zniszczenie ciągłości klas sportowych (sekcja siatkówki dziewcząt). Klasy sportowe niewiele kosztują, a zysk w postaci zdrowej młodzieży jest nie do ocenienia. Niestety zaproponowane cięcia – jednych na oślep – drugich z powódek osobistych, dążą do zniszczenia wieloletniej pracy nauczycieli wychowania fizycznego. Otóż jak wiemy, kilku nieodpowiedzialnych decydentów miejskich w ostatnich latach zniszczyło niemal doszczętnie sport szkolny i młodzieżowy w mieście. Ogólnopolskie sukcesy sekcji tenisa stołowego, lekkiej atletyki czy nawet szachów z różnych pobudek zostały pozbawione pieniędzy i poniekąd sprowadzone do sportowego parteru. Mysłowickie dzieci i młodzież do dzisiaj nie potrafią zrozumieć dlaczego zostały tak skrzywdzone przez wybrańców narodu. Teraz przyszła kolej na siatkówkę dziewcząt, której młodzieżowe sukcesy wiele lat temu zapoczątkował świętej pamięci prezydent Mysłowic Stanisław Padlewski. Młode dziewczęta niemal co roku przywożą złote medale z największych imprez krajowych, bywało, że międzynarodowych. Mysłowickie juniorki są obecnie liderkami w ogólnopolskiej II lidze! I co? I nie przeszkadza to radnym, żeby podjąć próbę likwidacji ciągu klasowego przy Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych na Bończyku! Tam trafiały klasy sportowe z Gimnazjum nr 1. Wczoraj radni pozytywnie zaopiniowali projekt uchwały o likwidacji klas sportowych i wieloletnia praca z najzdolniejszą siatkarską młodzieżą na Śląsku pójdzie do śmietnika przez jedne wyciągnięcie ręki mysłowickich „gospodarzy”! Ja liczę na to, że choćby z szacunku dla tych dzieci i Twórcy sukcesów młodzieżowych mysłowickiej siatkówki dziewcząt radni pójdą po rozum do głowy i uchwałę odrzucą na czwartkowej Radzie Miasta. Byłby to objaw ludzkich odruchów wobec mysłowickich dzieci i młodzieży. Odruch, który w Radzie powoli staje się czymś obcym.Zatrzymać ten obłęd! Rozpocząć wszystko od nowa!Mimo, że nie jestem specjalistą w dziedzinie oświaty mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że patrząc na reformatorskie pomysły w Mysłowicach, nie widzę w nich ani sensu ani logiki. Czteromiesięczne naparzanie się z ludźmi o oszczędności rzędu kilkuset tysięcy złotych roczne to moim zdaniem samobójstwo polityczne twórców owej niby reformy. Poniesione do tej pory koszty społeczne są niewspółmierne do korzyści finansowych na jakie liczy miejski budżet. Aby mysłowicka oświata nie przynosiła „strat” na obecnym poziomie (przypomnę, że nasze miasto z własnych pieniędzy dokłada około 65 milionów rocznie do subwencji państwowej!!!), należałoby w Mysłowicach zamknąć 4 małe szkoły podstawowe, jedno gimnazjum, połączyć szkoły ponadgimnazjalne i scalić placówki przedszkolne w nowoczesnych, energooszczędnych kompleksach, a nie w starych zgrzybiałych budynkach. Wtedy kilkunastomilionowe, a nawet kilkudziesięciomilionowe oszczędności pozwoliłyby wyjść z finansowej otchłani. Jednak do tego trzeba się przygotować, szczerze porozmawiać z kierownikami i pracownikami owych placówek, rodzicami, a w szczególności radnymi, którzy swymi decyzjami mogą wszystko zmienić i postawić na nogi zrujnowane finansowo miasto.  Na dzisiaj mamy spalona ziemię – radnych, którzy chcą się pozagryzać przy głosowaniu uchwał oświatowych, mieszkańców mających odruchy wymiotne gdy przypatrują się agonii miasta, sponiewieranego prezydenta od oświaty, którego służby doprowadziły do jednej wielkiej awantury w szkołach i przedszkolach. Na razie zysk finansowy jest mierny – zaś straty społeczne ogromne! Do czwartku pozostało dużo czasu, uważam że czas się wycofać z niektórych pomysłów! Jestem pewien, że owo wycofanie na pewno nie będzie postrzegane jako przyznanie się do błędu ale pokaże wielką klasę obecnych „Gospodarzy Miasta”, którzy udowodnią swym postępowaniem, że rok temu warto było ich wybrać i zaufać. Taka jest moja opinia na temat zmian w mysłowickiej oświacie i mam nadzieję, że mój sposób postrzegania rzeczywistości nikogo nie uraził.Czwartkowe głosowania imienne w sprawie zmian w mysłowickich placówkach oświatowych będą przedstawione mieszkańcom Mysłowic w serwisie informacyjnym MYSLOWICE.NET po to aby mieli pełną informację o poczynaniach swoich radnych. Prosili mnie o to mieszkańcy, a ja staram sie słowa dotrzymywać.Dariusz Wójtowicz kiedyś nazywany Albertem…