Rzec można, że kilkoro radnych miejskich dopina swego celu, a mianowicie sprowadzenia do podziemia mysłowickiej sekcji siatkówki w kobiecym wykonaniu. Kilka dekad ciężkiej pracy mysłowickich działaczy i trenerów, latami wydawane miejskie pieniądze na zajęcia sportowe, z wielkim trudem wybudowana hala widowiskowo – sportowa na Bończyku dla niesłychanie zdolnej młodzieży pewnie niewiele znaczą dla kilku mysłowickich dygnitarzy, chcących udowodnić całemu miastu, że siatkówka to kula u nogi!

Kilka tygodni temu mysłowickie Silesianki osiągnęły niebywały sukces – zdobyły 2 miejsce na Mistrzostwach Polski Juniorek!
Nie wszyscy zdążyli ochłonąć, a srebrnego zespołu już nie ma… Nie ma siatkarskich klas sportowych w podstawówkach i szkołach ponadgimnazjalnych, bo niektórzy radni postanowili oszczędzać na dzieciakach i młodzieży, która od lat reprezentuje Mysłowice na parkietach całej Polski! Medale i puchary nie mieszczą się już w MOSiR-owskich gablotach, bo co impreza to dziewczyny przywożą medale wszystkich kolorów. To jednak niewiele znaczy dla rządzącej miastem grupy radnych, nie będącej w stanie wykazać się jakimikolwiek własnymi sukcesami ani w życiu zawodowym, a tym bardziej społecznym! Radnych skrywających się za nazwą Klubu Radnych, bez nazwisk, bez twarzy…

Nie tylko moim zdaniem, pokazem siły i przyczynkiem do zmian kadrowych na MOSiR miał się stać raport zespołu komisji rewizyjnej, której wodzirejem był radny Janusz Wszołek. Tendencyjnym protokołem pokontrolnym pan radny próbował zniszczyć ciężką pracę wielu ludzi przy organizowanych Turniejach Międzynarodowych w siatkówce plażowej jakie odbywały się w Mysłowicach. Niestety na drodze do medialnego sukcesu radnego Wszołka stanął mało znaczący w mieście niski, łysawy i w okularach człowieczek – czyli moja skromna osoba.

Nie dałem się nabrać na odczytywane z zaciśniętymi szczękami wypociny, których wnioski powinny być przekazane organom ścigania! Zarzuty radnego zostały szybko obalone przez pracowników MOSiR, odpowiadających na zadawane pytania. Na szczęście inni uczestnicy emocjonującej pyskówki również nie dali sobie wmówić dziecka w brzuch! Ale po nieudanym „puczu” zakulisowo dojrzewały i realizowały się inne pomysły zmierzające do obcięcia kasy na siatkówkę dziewcząt. Metody dla mnie podłe i obrzydliwe – ale jakże skuteczne! To co dzieje się z siatkówką, we wcześniejszych latach działo się również z innymi dyscyplinami sportu.

Osobiście proszę mnie nigdy nie kojarzyć z grupą mysłowickich dygnitarzy pracujących w Radzie Miasta, którzy przyłożyli rękę do zniszczenia dziecięcych marzeń.
Proszę mnie również nie identyfikować z osobami, które wprowadzają finansowe oszczędności na dzieciach czy młodzieży – przez 15 lat pracy w Radzie Miasta nigdy nie wziąłem udziału w głosowaniu, które uszczupliło budżet środowiska mysłowickich sportowców! Dla mnie to podłe działania, nie mające usprawiedliwienia…
Jedyne co mi pozostało, to nagłaśnianie za pośrednictwem mediów spraw, które rzutują na dobre imię samorządu i tych radnych, którzy nie zgadzają się z polityką oszczędności na dzieciakach!

Poniżej zaprezentuję Państwu tekst, który ukazał się we wczorajszym wydaniu ogólnopolskiej gazety „SPORT”. To krótka informacja o juniorkach, które zostały pozbawione realizacji swoich sportowych marzeń w Mysłowicach.

Materiał został nadesłany przez jednego z działaczy piłki siatkowej, którego ze względów wiadomych, nie będę przedstawiał z imienia i nazwiska. Za nadesłany, a wcześniej opublikowany w „Sporcie” tekst, pragnę podziękować w imieniu środowiska mysłowickiej siatkówki oraz młodych siatkarek, których wspaniale zapowiadająca się kariera legła w gruzach przez demokratycznie wybranych mysłowickich (pseudo)dygnitarzy.

Dariusz Wójtowicz niegdyś zwany Albertem…

Na rozdrożu – materiał gazety „SPORT”

Brak pieniędzy na licencję sprawi, że wicemistrz będzie musiał opuścić szeregi II-ligowców. A konkurencja zaciera ręce z radości.

Silesia Volley to siatkarski klub sztucznie stworzony po fuzji chorzowskiego Sokoła i MOSiR Mysłowice. Siatkarki tego klubu z niezłym skutkiem walczyły w I i II lidze, ale również mają spore sukcesy w grupach młodzieżowych.

Dwa lata temu juniorki Silesii pod kierunkiem trenera Rafała Kalinowskiego zajęły czwarte miejsce w mistrzostwach Polski, przegrywając podium dopiero po tie-breaku. W minionym sezonie zespół zadziwił wszystkich dojrzałą grą i znów po tie-breaku przegrał w finale. Wydaje się, że wicemistrzostwo kraju w grach zespołowych, po raz pierwszy w historii miasta, powinno napawać optymizmem. A tymczasem szara rzeczywistość dopadła młode siatkarki, które teraz stanęły przed poważnym dylematem: gdzie będą grały.

– Silesia ma dwa zespoły, ale drugi był oparty na młodych zawodniczkach, które występowały w podwójnej roli – w II lidze oraz w juniorkach – wyjaśnia główny konstruktor sukcesu, trener Rafał Kalinowski.

– II-ligową licencję wykupił klub z Chorzowa, który teraz nas powiadomił, że w nowym sezonie nie stać go już na taki wydatek. Trzon wicemistrzowskiego zespołu pozostał i z powodzeniem mógłby rywalizować na II-ligowym szczeblu oraz w rozgrywkach młodzieżowych. Ten wydatek to ok. 70 tysięcy złotych i nawet przekonywałem władze oraz radnych Mysłowic, by nie rezygnować z tego miejsca w II lidze. Wspólnie z rodzicami siatkarek próbowałem znaleźć sponsora, by w przyszłym sezonie wystartować na tym szczeblu, bo z punktu wiedzenia sportowego to byłaby wielka korzyść dla tych zawodniczek.

Prezes chorzowskiego klubu, podobno, już jest po rozmowach z działaczami z Dąbrowy Górniczej i im chce odsprzedać licencję. Dla Tauronu to pewnie nie jest zbyt duży wydatek, zaś miejscowa młodzież mogłaby podnosić swoje kwalifikacje sportowe. Nie zmienia to faktu, że wicemistrzynie kraju z Silesii Volley bombardują swojego opiekuna pytaniem: co dalej?

– Znajduję się w niezręcznej sytuacji, bo przecież ponad trzy lata temu zaczynaliśmy wspólnie drogę do sukcesu – dodaje szkoleniowiec. – Teraz stanęliśmy przed barierą niemożności. Od biedy moglibyśmy zgłosić zespół do rozgrywek III-ligowych na szczeblu regionalnym, ale to byłby krok wstecz. W poprzednim sezonie mieliśmy okazję rozgrywać mecze sparingowe z drużynami tego szczebla i wygrywaliśmy sporą różnicą punktową. Istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo, ale o którym nawet głośno nie chcę mówić.

Trener milczy, ale nie jest tajemnicą, że umiejętnościami siatkarek Silesii Volley jest zainteresowanych przynajmniej kilka klubów. Nagle może się okazać, że kilka lat pracy i wyrzeczeń pryśnie jak mydlana bańka. To byłby najczarniejszy z czarnych scenariuszy. Może jednak ktoś wyciągnie pomocną dłoń w stronę wicemistrzyń Polski i ich trenera.

Włodzimierz Sowiński (sow) – gazeta SPORT