Temat skażonej ciężkimi metalami i innymi świństwami ziemi, gromadzonej w okolicach ulicy Bończyka oraz przy Sułkowskiego, Oświęcimskiej i Topolowej spędza sen z powiek wielu mieszkańcom Mysłowic. Szczególnie tym, którzy są sąsiadami czterech feralnych lokalizacji.

Jak wiadomo, skażony odpad pochodzi z terenów przyległych do byłej Huty Metali Nieżelaznych, gdzie zanieczyszczenia gruntu osiągały rekordowe ilości pierwiastków metali ciężkich, zabójczych dla żywego organizmu. O zanieczyszczonej glebie na wspomnianym terenie wiedzieli niemal wszyscy zaangażowani w budowę kolejnego marketu. Wiedzieli radni miejscy, wiedział pan prezydent Edward Lasok oraz jego służby, a mimo to pozwolono składować ziemię na terenie Mysłowic, w bezpośrednim sąsiedztwie osiedli domków jednorodzinnych i ogromnego blokowiska! Czy tak powinni działać samorządowcy, którzy jeszcze nie tak dawno obiecywali mieszkańcom „złote góry”?!

 

Już w grudniu ubiegłego roku (pseudo)przedsiębiorca przewożący odpad, poinformował organy ścigania o nielegalnym procederze. Ekipa pokłóciła się podobno o pieniądze, dlatego poszły donosy…
Temat trafił pod obrady komisji gospodarki miejskiej, ochrony środowiska i rolnictwa Rady Miasta Mysłowice. W obecności zaniepokojonych mieszkańców, dyskusje o ściągniętym do Mysłowic odpadzie, odbywały się podczas obrad Rady. Mimo to, pan prezydent Edward Lasok nie podjął daleko idących środków zapobiegawczych, które uchroniłyby mieszkańców Janowa, Bończyka i Wielkiej Skotnicy od niebezpiecznego oddziaływania odpadów. Miejski guru twierdził, że to pomówienia, rzucane przez szemranego biznesmena. Dlaczego od samego początku próbowano sprawie urwać głowę? – sprawdzają to teraz organy ścigania.

Radni miejscy mogli przymusić prezydenta Lasoka do szybszych działań, gdy doszło do głosowania nad zasadnością skargi, złożonej przez zaniepokojonych mieszkańców Bończyka. Jednak wniosek na bezczynność prezydenta Lasoka został odrzucony, bo aż 16 (na 23) radnych odrzuciło skargę mieszkańców, uznając ją za bezzasadną! Ta sama grupa radnych odrzuciła podczas obrad Rady mój wniosek o upublicznienie umów zawartych po między MPWiK, a firmą składującą odpady! To rzecz niebywała, nawet jak na warunki naszego zniszczonego przez polityczne wojenki i układy Miasta. To białoruska komuna – szydzili wkurzeni na mysłowickich radnych mieszkańcy.

Z zatajonych przed radnymi umów można się pewnie dowiedzieć, kto tak naprawdę zarobił na tym śmierdzącym na kilometr „dilu”, kto wziął na siebie odpowiedzialność za składowanie odpady i ile tego świństwa zostawiono, aż w czterech lokalizacjach! Nie pozwolono zajrzeć do „kwitów” radnym, to zrobią to zapewne prokuratorzy i CBA, bo mysłowiccy radni Prawa i Sprawiedliwości złożyli organom ścigania zawiadomienie o podejrzeniu przestępstwa.

Od grudnia prezydent i grupa wspierających go radnych, jak mantrę powtarzają wszystkim dookoła, że trzeba zrobić kolejne badania, że należy poczekać na ekspertyzy, że tak naprawdę to nic się nie dzieje i wszystko jest w należytym porządku! To typowe polityczne „pierdu, pierdu”, aby przeciągnąć temat w czasie i być może dorobić historię do wysypanego dziadostwa w naszym mieście.

Nic nie jest w należytym porządku!
Ja, Dariusz Wójtowicz uważam inaczej, po prostu nic nie jest w porządku! Zatajenie dokumentów handlowych przed radnymi, którzy zakładali spółkę miejską i są jej właścicielami jest haniebne i nie ma nic wspólnego z transparentnym i uczciwym działaniem. Jest mi wstyd przed wyborcami, że doszło do takiego precedensu, że w mysłowickiej Radzie są ludzie, którzy stanęli po stronie prezydenta i prezesa MPWiK, a nie mieszkańców.

ZA odtajnieniem dokumentów i przekazaniem ich do publicznej wiadomości głosowało tylko 5 radnych!
Oto ich nazwiska: Dariusz Wójtowicz czyli moja skromna osoba, Tomasz Palka (Kukiz’15), Mariusz Wielkopolan (PiS), Eugeniusz Lelonek (PiS) i Józef Zajkowski (PiS).
Reszta radnych czyli Grzegorz Łukaszek, Teresa Bialucha, Wiesław Tomanek, Joanna Frysztacka, Wojciech Chmiel, Jacek Klimas, Tomasz Wrona, Krzysztof Biolik, Dorota Konieczny – Simela, Agata Kansy, Damian Sojka, Dariusz Mansfeld, Maria Musioł, Urszula Rasek i Jan Wajant, nie poparli mojego wniosku, mówiącego o przekazaniu umów członkom komisji Rady Miasta!

Mieszkańcy Mysłowic, szczególnie Ci z Bończyka, Janowa i Wielkiej Skotnicy powinni wiedzieć o tym, kto sprowadził na nich niebezpieczeństwo i kto na składowaniu odpadu niebezpiecznego zarobił kasę! Umowy miejskiej spółki, zadłużonej przez komsomolskie zarządzanie na ponad 200 milionów złotych (!), powinny być jawne. Prezydent Edward Lasok, prezes MPWiK Piotr Gałuszka i 16 osobowa grupa radnych pozwalających na skrywanie przed ludźmi umów, nie tylko przekroczyli granicę przyzwoitości, ale moim zdaniem działają na niekorzyść  swoich wyborców, którym ślubowali uczciwość!

Na całe szczęście sprawą składowania skażonej ziemi zainteresowały się służby państwowe i niezależne, ogólnopolskie media.

Szanowny panie prezydencie Edwardzie Lasok, w związku z tym, że pana wyborcze hasło ”po pierwsze uczciwość” już dawno straciło na swoim znaczeniu, pragnę przypomnieć treść przyrzeczenia składanego mieszkańcom przez mysłowickich samorządowców:

„Wierny Konstytucji i prawu Rzeczypospolitej Polskiej, ślubuję uroczyście obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na względzie dobro mojej gminy i jej mieszkańców.”

Wysypywanie skażonej ziemi ludziom pod domami, blokowanie wglądu w umowy miejskiej spółki i ściąganie kolejnych kłopotów na mieszkańców Mysłowic to nie jest działanie kojarzone z uczciwością, rzetelnością i godnym sprawowaniem mandatu społecznego!

Po tym, jak radni Prawa i Sprawiedliwości złożyli wniosek, podjąłem decyzję, że dam sobie spokój z szarpaniem się o każdy dokument, który powinien być jawny dla członka komisji rewizyjnej Rady Miasta. Chwilami nie mam już siły i chęci na pracę w takiej atmosferze. Mieszkańcy wybrali sobie prezydenta i radnych, więc powinni również sami domagać się jawności informacji w naszej Małej Ojczyźnie… Chyba już czas najwyższy na odpoczynek i normalne życie.

Dariusz Wójtowicz nazywany kiedyś Albertem!