Ze smutkiem czytam kolejne podłe w treści informacje dyspozycyjnej dziennikarki Grażyny Haskiej, która odkąd pamiętam, specjalizuje w tanich plotkach, pseudo sensacjach i jątrzeniu. Moim zdaniem, to pewnego rodzaju fetysz starszej pani, która „szczytuje” w chwili gdy zrobi komuś przykrość. Po prostu jest złośliwą starszą panią i nikt tego nie jest w stanie zmienić, a przekonało się już o tym bardzo wiele osób.

Tym razem nasza lokalna intrygantka opisuje rozpad klubu radnych „Wspólnie dla Mysłowic” , posługując się zmanipulowanymi informacjami, które mają na celu poniżyć mnie w oczach mysłowiczan i wzmocnić pozycje obecnego prezydenta, który dba jak może o wsparcie reklamowe w lokalnym brukowcu…

Rzetelny dziennikarz, o co nie można posądzić Grażynki gdy pisze o mojej skromnej osobie, dzwoni i pyta się jak było naprawdę, a nie wypisuje głupoty i kłamstwa – byle sprzedać kilka egzemplarzy gazety więcej, tak ja to widzę.
Aby zmyć z siebie kolejną porcję politycznego szamba, odpowiem na kłamliwy w swej treści tekst, w następujący sposób:

1. nie przyjmuję sarkastycznych przeprosin od osoby, która specjalizuje się w obrzucaniu ludzi błotem, tylko dlatego, że musi sprzedać gazetę i co tydzień wymyślać kolejne paskudne intrygi wobec osób, które związane są z samorządem. Lokalna gazeta, stała się obrzydliwym brukowcem, w którym prym wiodą plotki i półprawdy tworzone w formie złośliwych felietonów.
2. o rozpadzie Klubu Radnych „Wspólnie dla Mysłowic” niewiele pani wie, dlatego pisze wyssane z palca informacje.
Tuż po wyborach Klub liczył 6 radnych. Pierwszym, który go opuścił był pan Wiesław Tomanek, który zażyczył sobie „stołka” wiceprzewodniczącego Rady Miasta. Trójka radnych: Joanna Frysztacka, Wojciech Chmiel i Edmund Sawicki nie wyrazili na to zgody, więc pan radny Tomanek, w ten sam dzień opuścił środowisko i wybiegał sobie fotel wiceprzewodniczącego u samego prezydenta, który ma większość radnych po swojej stronie, obdzielając funkcjami przychylnych mu radnych. Wyższa dieta, lepszy widok na salę i ciche układy ekonomiczno – społeczne spowodowały, że były działacz lewicy, dziś wspiera niegdyś wrogi sobie obóz polityczny w Radzie. Ale to jego wybór i mnie nic do tego!

Brak wyższego wykształcenia, problemy z wysławianiem, zakulisowe dogadywanie się z prezydentem i brak konsultacji z całym klubem – to argumenty, które spowodowały, że niektórzy radni „WdM” nie chcieli zgłosić Wiesława Tomanka do prezydium Rady. Ja mimo braków w wykształceniu radnego Wiesława, zgodziłem się na jego „awans”, jednak jak później się okazało, był to tylko pretekst do odejścia. Radny Wiesław już wcześniej dogadał swoje sprawy. I to są prawdziwe fakty, o które rzetelny dziennikarz może zawsze zapytać, a tym bardziej później napisać.

Gazetowa wersja rozpadu Klubu w oczach dyspozycyjnej Grażynki odbiega zatem od prawdy, ale podejrzewam, że to zamierzony opis zmanipulowanej sytuacji. Tekst miał na celu upokorzenie mnie, a nie prawdziwy opis wydarzeń, chociaż będzie mi to trudno udowodnić.

3. podobnie wyglądała sprawa pani Doroty Konieczny – Simela, która uczestniczyła w procesie wyborczym środowiska „Wspólnie dla Mysłowic” do chwili, gdy zażyczyła sobie ode mnie funkcji dyrektora mysłowickiego Liceum Ogólnokształcącego. Domagała się ode mnie zapewnienia, że w chwili gdy zostanę prezydentem Mysłowic, lub „dogadam się” gdy powstanie powyborcza koalicja, zgłoszę to jako jeden z warunków współpracy. Powiedziałem NIE, bo uważam, że polityczne dzielenie skóry na niedźwiedziu przed wyborami, to działanie nieodpowiedzialne. Przy okazji warto dodać, że obecna pani dyrektor LO to znakomity pedagog i dyrektor, któremu politycznych „świń” nie powinno się podrzucać! Na drugi dzień pani Dorota Simela – Konieczny oznajmiła, że będzie ubiegała się o mandat radnej z list Platformy Obywatelskiej, pomimo, że wzięła udział w konferencji prasowej popierającej mnie jako kandydata na prezydenta, jak cały program komitetu wyborczego. I tak właśnie wyglądało jej odejście z list WdM.

Dyspozycyjna redaktorka Grażynka nie napisała również o tym, że gdy Klub Radnych rozpadał się, przewodniczyła mu radna Joanna Frysztacka, a nie Dariusz Wójtowicz i to ona dokończyła dzieło zniszczenia, jakby nie patrząc, wspaniałego środowiska, które na szczęście powoli się odbudowuje. Gdy ja prowadziłem Klub Radnych w poprzedniej kadencji, nawet się liczebnie powiększył! Ale tu nie ma również sensu szukać winnych – mieszkańcy rozliczą nas wszystkich w najbliższych wyborach.

Rozpad Klubu to moim (i nie tylko) zdaniem wielka strata dla mysłowickiego środowiska centrolewicy. Ważne jest jednak to, że proces ten nie doprowadził do większych konfliktów personalnych. Radni utrzymują ze sobą kontakt, rozmawiają i czasami podejmują wspólne inicjatywy. Dyspozycyjna widzi to jednak inaczej i stąd jej prymitywne przemyślenia przy porannej kawie, oraz próba skonfliktowania ludzi, którzy poszli swoją drogą.

To tylko trzy wątki, na które dzisiaj odpowiadam. O reszcie nie będę się rozpisywał, bo musiałbym się poniżyć do poziomu dyspozycyjnej redaktorki, a wyciąganie brudów i tarzanie się w nich to nie moja specjalność. Niech nadal robią to specjaliści tacy jak nasza lokalna mitomanka i ci, którzy lubią za plecami dorabiać cudze życiorysy.

Pisane przez Grażynkę teksty to często wyssane z palca głupoty i półprawdy, które mają prowokować do wyciągania brudów, na których starsza pani chciałaby zarobić parę groszy, wrzucając je do swojego brukowca. Zastanawiam się, kto skrzywdził tą biedną kobietę tak mocno, że posuwa się do podłych metod działania i do tego sprawia jej to przyjemność. Mnie to przypomina PRL-owskie metody, a jak wiadomo, w tamtym okresie nasza redaktorka stawiała swoje pierwsze kroki zawodowe, nabywając doswiadczenie w relacjach międzyludzkich.

Na koniec przypomnę dyspozycyjnej redaktorce i tym którzy odeszli z Klubu, że głównymi celami „Wspólnie dla Mysłowic” były i nadal są:
– powstrzymanie władz miasta od zaciągania kolejnych kredytów, obligacji i poręczeń,
– zakończenie procesu „mianowania” radnych i współpracowników „szefa” na kluczowe stanowiska w urzędzie i miejskich jednostkach,
– budowa nowych mieszkań komunalnych dla młodych małżeństw,
– ograniczenie wydatków na administrację publiczną,
– budowa żłobka miejskiego dla południowych dzielnic miasta,
– zakończenie wydawania setek tysięcy złotych rocznie na promocję i propagandę władzy,
– wyprowadzenie urzędników z wynajmowanych budynków, co rujnuje miejski budżet,
– zwiększenie pieniędzy na kluby sportowe i zajęcia pozalekcyjne,
– zakończenie kupczenia stanowiskami za poparcie w ważnych głosowaniach!

Ja, Dariusz Wójtowicz te wszystkie powyższe wyborcze obietnice realizuję i w pełni dotrzymuję danego słowa swoim wyborcom – wystarczy odsłuchać zapisy z obrad rady miasta i przejrzeć wyniki głosowań np. z ostatnich dwóch lat. Inni „zaprzedali się” za małe co nie co i brylują na spotkaniach z władzami miejskimi! Mnie od 18 lat nie da się „kupić” i to niektórych strasznie boli!

Z jednej strony jest mi przykro, że rozpadł się Klub, którego byłem inicjatorem, pomysłodawcą i twórcą.
Z drugiej strony, cieszę się, że dzisiaj mogę chodzić po Mysłowicach z podniesioną głową, że nie dałem się „kupić” prezydentowi za jakąś marną reklamę czy stanowisko pracy dla rodziny, nie wspierałem prezydenta w niedawnych procesach podwyżek za wodę, ścieki, podatków lokalnych i nie przyłożyłem ręki do kolejnych wielomilionowych kredytów, które będą musiały spłacać co najmniej dwa nastepne pokolenia mysłowiczan. Cieszę się, że mimo 18 lat pracy w Radzie, nadal jestem sobą i nie zeszmaciłem się za parę groszy czy obiecane stanowisko, wystawiając tym samym najbliższych współpracowników!

I to daję pod rozwagę, złośliwej mitomance, która (niestety) staje się powoli kolejną propagandową tubą lokalnego celebryty, który publicznymi pieniędzmi obdziela przychylnych i dyspozycyjnych pismaków!

Dariusz Wójtowicz… kiedyś nazywany Albertem!