Bycie prezydentem Mysłowic to bardzo opłacalne zajęcie, bo średnia miesięczna pensja to grubo ponad 12 tysięcy złotych. Ale na tym nie kończą się dochody głowy miasta, bo jak wiemy, włodarz może dorobić sobie także poza urzędem sprawując funkcje w różnego rodzaju radach nadzorczych czy zasiadając KZK GOP. Biorąc udział w wyborach na urząd prezydenta Mysłowic zadeklarowałem obniżenie pensji  o co najmniej 30% do czasu, aż Miasto wykaraska się z finansowej zapaści. Chciałem również zmniejszyć uposażenia najwyższych rangą miejskich dygnitarzy, a poczynione oszczędności przekierować na spłatę wielomilionowych zobowiązań, jakie zostały zaciągnięte w ostatnich latach.

Mieszkańcy Grodu Mysława odrzucili zaproponowany pomysł oszczędności na mysłowickiej administracji samorządowej, prezydencie, jego zastępcach oraz najbliższych współpracownikach. Skutkiem owej decyzji, podjętej przy urnach wyborczych w 2014 roku są dzisiejsze wynagrodzenia, na które zrzucają się sami mieszkańcy!

Prezydent miasta Edward Lasok w 2014 roku zarobił 175 756, 76 złotych, co daje średnią miesięczną pensję 14 646,39 zł. Niewiele mniej kosztował gminny budżet jego zastępca Grzegorz Brzoska, który według oświadczenia majątkowego za 2014 rok zarobił 144 157,49 złotych, co daje średnią miesięczną pensję 12 013,96 zł. Drugi zastępca prezydenta Jan Wajant zarobił 131 016,25 złotych, średnia miesięczna to 10 918,00 zł. Nie trudno policzyć, że tylko trójka mysłowickich prezydentów kosztowała miejski budżet w 2014 roku około 450 tysięcy złotych. Czy to dużo, czy mało i czy sobie zasłużyli na królewskie wynagrodzenia – niech to ocenią sami wyborcy.

 

Jak już wielokrotnie wspominałem, Mysłowice to miasto z ogromnymi długami sięgającymi nawet 280 – 290 milionów złotych. Są to kredyty, obligacje, poręczenia, długi gminnych jednostek itp. Mimo to nasi włodarze ani myślą o konkretnych oszczędnościach budżetowych. Szczególnie nie chcą oszczędzać na swoich pensjach czy nagrodach, co widać w sprawozdaniach finansowych oraz oświadczeniach majątkowych. Średnie miesięczne wynagrodzenia niektórych osób zatrudnionych w mysłowickiej administracji samorządowej nie tylko robią wrażenie na mieszkańcach, ale skutkują na przyszłość coraz większymi zobowiązaniami. Już dziś wiadomo, że aby spłacić obecne długi, potrzeba co najmniej 25 lat zaciskania pasa! Obecny prezydent nie przejmuje się tym, bo za niedługo czeka go emerytura. Spłacać będą następne pokolenia mysłowiczan!

Gdy prezydent Edward Lasok obejmował swój urząd, zapewniał nas wszystkich na sali obrad, że nie pozwoli aby ktokolwiek w Mysłowicach zarabiał więcej niż on sam. Ludzie bili mu brawo słuchając słów pełnych nadziei. Zapowiedział drakońskie oszczędności, aby ratować gminny budżet!  Niestety, tu również prezydent nie dotrzymał danego słowa…  Nie tylko nie dokonał obiecywanych oszczędności w administracji samorządowej, ale doprowadził do tego, że kolejni prezesi najbardziej zadłużonego podmiotu w mieście drenowali publiczną kasę na potęgę. Do tego doszło skandaliczne poręczenie, w które zamieszana jest firma faktoringowa Electus kojarzona z Markiem Falentą. Tu do przyjęcia uchwały przez Radę Miasta gorąco namawiał prezydent Lasok, który dziś nie pozwala dotrzeć mi do dokumentów finansowych owych finansowych operacji…

Rekordowo wysokie pensje, służbowe samochody, ekskluzywne meble…
Rekordzistą w dochodach za 2014 rok okazał się prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji czyli najbardziej zadłużonej spółki w Mysłowicach. Według oświadczenia majątkowego zarobił 238 836, 45 złotych czyli wychodzi na to, że zarabiał średnio 19 903,03 złotych miesięcznie! Spółka tonie w długach, które według różnych źródeł dawno przekroczyły już 200 milionów złotych, a pan prezydent Lasok daje przyzwolenie na kosmiczne wynagrodzenia i inne dodatki! Osobiście prosiłem go podczas prywatnych rozmów o przyszłości miasta, aby zahamował spiralę wynagrodzeń niektórych osób i rozpoczął proces normalizacji wydatków. Stało się wręcz odwrotnie! Długi zostały zrolowane, a koszty bankowych odsetek rosną na potęgę.

Prezes Zakładu Oczyszczania Miasta Mysłowice w 2014 roku zarobił 195 455,77 złotych, czyli miesięcznie wychodzi 16 287,98 zł. Oto kolejny przykład niekonsekwencji w utrwalaniu tezy o zarobkach w mieście! Tu jednak warto wspomnieć, że jest to jedyna gminna firma, która nie przynosi strat gminnemu budżetowi. Jest to również podmiot, którego efekty pracy widać niemal na każdym kroku, więc tutejsze wynagrodzenie jest poniekąd „rozgrzeszone”.

Dyrektor Miejskiego Zarządu Gospodarki Komunalnej w 2014 roku miał dochód w wysokości  132 646,79 złotych. Dzieląc to na 12 pensji wychodzi, że miesięczne wynagrodzenie dyrektora firmy, do której miasto ciągle dokłada budżetowe środki, wynosi 11 053,90 zł. Nie mam dostępu do wynagrodzenia zastępcy dyrektora firmy, ale pewnie niewiele odbiega od naczelnego. Warto wspomnieć, że w gminnym zakładzie brakuje pieniędzy na inwestycje, bieżące remonty, malowanie klatek schodowych czy wymianę okien, a mimo to stworzono nowe, jakże „niezbędne” stanowisko pracy – rzecznika prasowego! Dzięki temu suto opłacana propaganda sukcesu idzie pełną parą, a ludzie śmieją się, że gazetka MZGK jest śmieszniejsza niż Trybuna Ludu.

(kwoty miesięczne wynikają z podzielenia wszystkich dochodów przedstawionych w Biuletynie Informacji Publicznej na 12 pensji. W ogólnej kwocie ujęte mogą być również nagrody. Informacje o nagrodach są skrzętnie skrywane)

Niewiele mniej zarabiają inni kierownicy w miejskich jednostek organizacyjnych. Jest też wielu naczelników, których roczny dochód przekroczył 100 tysięcy złotych rocznie. Rekordzistą jest dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, gdzie roczny przychód osiągnął kwotę 134 534,96 złotych.

Jak już wspomniałem, prezydent Mysłowic z wymalowaną troską na twarzy zapewniał w 2010 roku, że kierownicy jednostek mu podległych nie będą mieli prawa zarabiać więcej niż on sam oraz, że poczyni oszczędności w wydatkach na administrację aby sukcesywnie zmniejszać  zadłużenie gminnego budżetu. Opowiadał, że rozliczy swoich poprzedników z niegospodarności!
Jak można wyczytać z oficjalnych dokumentów finansowych gminy – długi rosną lawinowo, urząd się rozrasta, a oszczędności dotykają tylko te osoby, które nie są blisko związane z aparatem władzy. O rozliczeniach poprzedników prezydent Lasok nawet nie próbuje wspominać, z wiadomych przyczyn…

Osobiście nie zazdroszczę nikomu zarabianych pieniędzy. Jak pokazuje życie, jedni na nie zasługują – inni niestety nie . Patrząc na działania prezydenta i jego najbliższych współpracowników pragnę powiedzieć, że żal mieszkańców mojego rodzinnego miasta, którzy po raz kolejny zostali wyprowadzeni w przysłowiowe maliny. Dziś mysłowiczanie płacą z własnej kieszeni za życie ponad stan wąskiej grupy miejskich decydentów.

Śmiem twierdzić, że w Mysłowicach powiedzenie „Słowo Droższe od Pieniądza” oznacza coś zupełnie innego niż w każdym innym polskim mieście!

Dariusz Wójtowicz…. niegdyś zwany Albertem!