fbpx

Czterdzieści lat minęło… plan miejscowy i kasa miejska poszły w błoto (część 24)!

09/10/2015

Podczas sierpniowych obrad Rady Miasta Mysłowice prosiłem radnych, aby przed głosowaniem uważnie wczytali się w projekt uchwały dotyczący Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego „Cmentarna” w Brzezince, bo ujęte zapisy są niezgodne z obowiązującą ustawą! Mówiłem też, że niemal pewne odrzucenie przez Wojewodę wadliwego dokumentu spowoduje finansowe i prawne konsekwencje, za które zapłacą podatnicy.

Po przerwaniu obrad i krótkiej naradzie, świadomi swoich praw i obowiązków radni wrócili na salę i odrzucili mój wniosek – ciesząc się z tego faktu jak dzieci. Najpewniej wiedzieli już, że idą na przegraną bitwę z Wojewodą Śląskim. Ale co tam – radni nie płacą za błędy z własnej kieszeni, płacą podatnicy, więc czasami warto zaszaleć!

Dzisiaj mam w rękach dokument, w którym nadzór prawny Wojewody Śląskiego nie zostawił suchej nitki na radnych i urzędnikach miejskich. Efekty sierpniowego głosowania są opłakane, bo kolejne budżetowe pieniądze wraz planami miejscowymi poszły w błoto!

Przez prawny bubel, stworzony w ciszy gabinetów pana prezydenta i jego ekipy, teren „Cmentarna” jest bez planów miejscowych, które w pierwotnych założeniach miały chronić mieszkańców przed nieprzewidzianymi działaniami inwestycyjnymi. Wprawdzie służby prezydenta mogą się jeszcze odwołać od decyzji pana Wojewody Śląskiego, ale będą to tylko kolejne ośmieszające Miasta zabiegi, za które też zapłacą podatnicy.

Jak mówił prezydent Lasok, do tworzenia MPZP „Cmentarna” zatrudnił najlepszych fachowców z „zewnątrz” i skierował najbardziej doświadczonych pracowników urzędu! Na „najwyższej klasy” specjalistów poszła gruba kasa. Mimo to misterny plan prezydenta runął w gruzach! Według mnie, zatrudnienie firmy zewnętrznej i zaangażowanie całego wydziału to koszt kilkudziesięciu tysięcy złotych, wyciągniętych z kieszeni zwykłych mieszkańców. Do tego dochodzi wstyd, którego nie da się zmyć żadną kasą…

Przypomnę, że unieważnioną uchwałę przedłożył prezydent miasta Edward Lasok. Za jej przyjęciem głosowała prezydencka większość w Radzie Miasta. Na branżowej komisji, a później sesji Rady Miasta pokazał się człowiek, który przygotowuje dla wielu gmin w Polsce dokumenty planistyczne. Gdy podczas obrad komisji pan Bogdan Żmijewski, bo o nim mowa, zabrał głos i pokazał błędy prawne, stał się „wrogiem” dla wszystko wiedzących i na wszystkim znających się radnych oraz urzędników przygotowujących plany miejscowe. Podczas obrad Rady Miasta został zbesztany i niemal wyrzucony z sali posiedzeń przez mysłowicką śmietankę polityczną. Chamskie i wręcz agresywne dyskusje uwieczniły kamery mysłowickiej internetowej telewizji.

Gdy w demokratyczny sposób zamknięto usta panu Bogdanowi Żmijewskiemu, jako przedstawiciel lokalnego samorządu złożyłem wniosek, aby uchwałę wycofać z sierpniowych obrad i przesunąć jej procedowanie na wrzesień. Takie przesunięcie w czasie, pozwoliłoby usunąć błędy prawne i przyjąć uchwałę zgodnie z obowiązującym prawem w Polsce. Chodziło mi również o zabezpieczenie terenu i tutejszych mieszkańców przed eksploatacją jaworznickiej firmy wydobywczej, która według przedstawionej dokumentacji, chce fedrować na „zawał”. Mój wniosek poparło tylko trzech radnych – Tomasz Palka, Mariusz Wielkopolan i Eugeniusz Lelonek, za co im serdecznie dziękuję. Reszta szła w zaparte, pewnie nie chcąc się narażać prezydentowi i mamy tego efekt!

Według mojej wiedzy, w pan prezydent Lasok i jego świta są w trakcie opracowywania kolejnych planów miejscowych. Ta mocna ekipa pewnie działa według jednego schematu, więc nie trudno przewidzieć co nas czeka w najbliższej przyszłości. Za intelektualne i organizacyjne „szaleństwa” miejscowych dygnitarzy płacą mieszkańcy.

Jestem ciekawy, jak długo mysłowiczanie będą w stanie bezkrytycznie przyglądać się takim działaniom…

Dariusz Wójtowicz zwany kiedyś Albertem