W okolicach czerwca spadła jak grom z nieba informacja, że w Mysłowicach jest grupa, jakby nie patrząc odważnych mieszkańców, chcących podjąć próbę odwołania prezydenta miasta. Od tego czasu atmosfera w Urzędzie zrobiła się napięta. Prezydent i większość radnych zastanawiają się głośno czy odwoływany będzie tylko prezydent czy również cała Rada. Po kątach krążą plotki i prześmieszne domysły związane z „twórcą(ami) pomysłu” planowanego przewrotu.

Słuchając i czytając bajkowych opowieści przestraszonych decydentów dochodzę do wniosku, że niewiedza połączona z głupotą, mogą spowodować mieszankę wybuchową i to bardzo niebezpieczną dla ludzkiego umysłu!

Aby nie trzymać w niewiedzy swoich wiernych czytelników, od razu informuję, że rzeczywiście jest grupa tak zwanych mysłowickich referendystów, którzy chcą podjąć próbę odwołania prezydenta już wiosną, bądź jesienią przyszłego roku. W większości to ludzie, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z lokalną polityką, a przy okazji wyglądają na bardzo konsekwentnych w działaniu.
Inicjatorzy, którzy z wiadomych względów na razie proszą o anonimowość, rozmawiali już nie tylko ze mną, ale również z kilkoma innymi byłymi i obecnymi samorządowcami, którzy są przeciwni zadłużaniu na potęgę naszego miasta i obdzielaniem swojakami gminnych kierowniczych stanowisk, jak to się dzieje w obecnym czasie.

Nie będę rozwijał technicznych aspektów referendum, bo nie jestem upoważniony, aby zabierać głos czyimś imieniu – to nie mój pomysł czy też polityczny interes. Chcę jednak jasno podkreślić, że osobiście nie mam zamiaru uczestniczyć w działaniach zmierzających do odwołania władz Mysłowic z kilku powodów. Jednym z nich jest fakt, że przegrałem w drugiej turze prezydenckie wybory w 2014 roku i mój udział byłby nieuczciwym posunięciem wobec mieszkańców rodzinnego miasta. Ale kibicować „młodzieży” będę z całych sił, bo przedstawione argumenty są mocne i robią wrażenie.

Grupa osób związanych z obecną władzą powiela kłamliwe informacje, że jestem jednym z „oburzonych” i chcę obalić obecnych decydentów, aby jeszcze raz spróbować swych sił w walce o prezydenturę. Oświadczam, że jest to kłamliwa informacja powielana przez zdesperowanych miejskich mitomanów, żyjących strachem przed utratą (współ)władzy. Otóż nie jestem jednym z inicjatorów, nie będę brał bezpośredniego udziału w ewentualnym referendum, chociażby dlatego, że objęcie rządów w tak zadłużonym i zapóźnionym gospodarczo mieście to bardziej kara niż nagroda.

Inną sprawą jest sama organizacja miejskiego referendum. Uważam, że każdy ma prawo do weryfikacji demokratycznie wybranych władz czy sposobu jej przeprowadzenia – nawet w formie referendum. A jak się to komuś nie podoba, to niech zmieni ustrój lub wyjedzie na Białoruś, gdzie raz danej władzy nie można odebrać. Uważam też, że jak znajdą się ludzie, którzy zechcą wyrwać Mysłowice ze spirali długów – należy im kibicować i wierzyć w sukces!

Jeżeli inicjatorzy przekonają rzeczowymi argumentami mieszkańców Mysłowic do rozpisania referendum i zbiorą około 6 tysięcy podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Lasoka, to podejrzewam, że o wysoką frekwencję przy urnach wyborczych nie będzie trudno. Szczególnie gdy odwołanie uda się terminowo połączyć z zapowiadanymi wyborami do sejmików, które również mają się odbyć w przyszłym roku.

Spontaniczne remonty chodników czy kawałków ulic z zaciąganych co rusz kredytów, które będą spłacały ze dwa pokolenia, remonty elewacji kamienic bez kompleksowych remontów całych budynków, szybkie awanse bliskich politycznych współpracowników wywodzących się z jednego środowiska, wydawane krocie na autopromocję w kolorowych wydawnictwach, płatne reklamy „osiągnięć” prezydenta czy brak poczucia rzeczywistości – to wszystko widzą ludzie, których jeszcze niedawno zapewniano o przejrzystości, uczciwości i transparentności przy podejmowanych decyzjach. Ja to wszystko widzę z bliska, więc jestem w stanie zrozumieć wkurzenie zwykłych zjadaczy chleba.

Przypomnę jedynie, że w Mysłowicach już raz odbyło się referendum związane z odwołaniem prezydenta, a współinicjatorem tamtych wydarzeń był m.in. obecny włodarz Edward Lasok, który po przeprowadzeniu ówczesnej akcji, posiada niezbędne doświadczenie w walce o tron. Pewnie też wie co go czeka w najbliższym czasie, wie również jak należy postępować, aby zamierzenie buntowników nie przyniosło efektu.

Osobiście jestem ciekawy, kto z obecnych, bądź byłych samorządowców wesprze grupę inicjatorów, jakby nie patrząc, trudnego do przeprowadzenia projektu społeczno – politycznego. Po ogłoszeniu niedawnych wyników wyborów parlamentarnych, łatwo wskazać środowiska, które chętnie włączą się, aby wykorzystać obecną koniunkturę polityczną w kraju.

Ja bacznie będę się przyglądał rozwijającej w mieście sytuacji i chętnie skomentuję podejmowane działania. Referendystom zaś życzę dużej odporności psychicznej, bo gdy już pokażą swoje twarze, narażeni zostaną na wiele nieprzyjemności, łącznie z możliwymi sankcjami zawodowymi, co już zdarzało się wielokrotnie w naszym mieście.

Dariusz Wójtowicz nazywany kiedyś Albertem!