Gdy w 2010 roku na fotelu prezydenta miasta Mysłowice zasiadł Edward Lasok, wiele osób żyło nadzieją, że staniemy się znowu jednym z najpiękniejszych i najlepiej rozwijających się miast na Śląsku. Gdy do tego ministrem rozwoju regionalnego, a później wicepremierem rządu polskiego została pani Elżbieta Bieńkowska, w mieście zapanowała euforia! Podczas oficjalnych spotkań lokalni politycy, a szczególnie pan prezydent, snuli dalekosiężne plany o szerokim strumieniu środków unijnych jakie niebawem spłyną do Miasta!

Dziś  już wiemy, że była to polityczna mitomania. Kilka dni temu Mysłowice wylądowały na samym dnie poważnego rankingu pozyskanych pieniędzy z unii, w przeliczeniu na jednego mieszkańca! Złośliwi twierdzą, że w niespełna 5 lat prezydent Lasok dokonał tego, czego nie był w stanie dokonać jego poprzednik – ściągnął Mysłowice na samo dno w jednej z najważniejszych dziedzin życia samorządowego!

 

Należy jednak stwierdzić, że nie jest to jedyny „sukces” pana prezydenta i jego świty w ostatnim 5 – leciu. Otóż został pomnożony dług Miasta i pewnie już potrojony dług miejskiej spółki wodociągowej, w której według wskaźników, za kilka lat woda powinna być najdroższa w regionie!
Kolejne sukcesy prezydenta Lasoka to „niespodziewane awanse” najbardziej oddanych samorządowców na kierownicze stanowiska. Awanse często następowały po „ważnych” głosowaniach. Takich praktyk nie stosował nawet poprzedni prezydent, którym komitet wyborczy pana Lasoka straszył mieszkańców w 2010 roku.

Poprzednikowi prezydent Lasok zarzucał, że wydaje ogromne kwoty na promocję miasta, a co za tym idzie, autopromocję. Uważał to za czyn haniebny i godny potępienia. Dzisiaj, w dobie budżetowej biedy, kiedy brakuje pieniędzy na stypendia socjalne czy wyjazdy dzieci na obozy sportowe, prezydent Lasok wydaje dużo większą kasę na (auto)promocję niż sławny na cały kraj poprzednik, co moim zdaniem zasługuje na szczególne potępienie.

Pamiętam również jak jeszcze nie tak dawno pan prezydent zwoływał co jakiś czas konferencje prasowe i w świetle miejskich kamer, łamaną polszczyzną, opowiadał o zamierzeniach, nadciągającym paśmie sukcesów, a co najważniejsze, rozliczeniu poprzedników, którzy zdaniem Lasoka, zrujnowali miejskie finanse i puścili Miasto z torbami! W pewnym momencie, sam zacząłem wierzyć w „geniusz” i słowa gospodarza miasta.

Dzisiaj prezydencki geniusz trąca poziomem filmowego Nikosia Dyzmy, który nie tylko nie rozliczył poprzedników, ale sam czerpie pełnymi garściami z ich „doświadczeń”. Zresztą po raz kolejny przekroczył granicę przyzwoitości, podejmując współpracę z firmą Electus, kojarzoną z panem Markiem Falentą. Z mojej wiedzy wynika, że ten sukces gospodarczy niebawem stanie się tematem pracy kilku smutnych panów, którzy chcą wyjaśnić jak to się stało, że niemal 54 miliony złotych publicznej kasy poszło w ręce biznesmena. Dokumenty i umowy stanowią tak zwaną tajemnicę handlową spółki, są ukryte nawet przed radnym komisji rewizyjnej!

Jak wspomniałem na początku, kadrowe „sukcesy” prezydenta Lasoka i jego pomysł na rządzenie miastem ściągnęły moje rodzinne Miasto na dno rankingu „Wspólnoty”, czego nie doświadczyliśmy w ostatnich kilkudziesięciu latach! Miejskie media żyjące z gminnych pieniędzy milczą na ten temat, udając, że nic się nie stało! A dodam, że w innych poważnych rankingach również nie wyglądamy lepiej i plasujemy się najczęściej na samym dnie polskich miast na prawach powiatu.

Dumny samorządowiec, człowiek, który kocha swoje miasto i czuje odpowiedzialność za losy mieszkańców, po czyś takim odchodzi ze stanowiska, tak po prostu, kończy polityczną przygodę z honorem…

Mysłowice resztkami sił dźwigają bagaż kredytów i poręczeń, nie otrzymujemy na odpowiednim poziomie unijnych dotacji, budżet pomocy społecznej pęka w szwach, nie ma obiecanej kasy na podwyżki dla pracujących na głodowych pensjach pracowników obsługi oświatowej, ale jest ogromna kasa na kolorowe gazetki, ulotki i materiały filmowe z uśmiechniętą buzią pana prezydenta Edwarda, na ogromne wypłaty dla najbardziej zaufanej grupy współpracowników, na premie i nagrody!

Ogólnopolski ranking i wstydliwe, ostatnie miejsce podsumuję jednym zdaniem: mimo braku unijnych dotacji, okupowania ostatnich miejsc w rankingach polskich miast na prawach powiatu, kasy na dobra doczesne miejskich dygnitarzy nigdy nie braknie, władza zawsze wyżywi się sama!

Dariusz Wójtowicz, kiedyś nazywany Albertem!