„39 i pół” oraz „ czterdzieści lat minęło…” to tytuły moich blogowych wpisów, które tworzyłem dla Was przez ostatnie trzy lata. Od dziś rozpoczynam trzecią serię przygód o mieście i jego mieszkańcach. Tym razem związanych nie tylko z mysłowickim samorządem, ale i moimi pomysłami na bardziej przyjazne Mysłowice, których realizacja nie jest możliwa z perspektywy zwykłego radnego.

„Mój pomysł na Mysłowice!” – pod takim hasłem będę przedstawiał mieszkańcom Mysłowic swoje propozycje na zbudowanie lepszego i bardziej przyjaznego miasta. Aby moje słowa nie zabrzmiały zbyt pompatycznie, pierwszy wpis poświęcę… potrzebie, którą dzienne odczuwają wszyscy zdrowi mieszkańcy – potrzebie fizjologicznej!

Pomimo, że od 1 maja 2004 roku jesteśmy pełnoprawnymi członkami Unii Europejskiej, polskie publiczne toalety przypominają afrykański trzeci świat! Przy okazji jest ich jak na lekarstwo i przy ostrym natarciu organizmu trudno szukać miejsca odosobnienia. Niedawno zastanawiałam się nad tym, gdzie mieszkańcy naszego miasta mogą w spokoju udać się gdy matka natura zmusi ich do pójścia za potrzebą… I tu zaczyna się problem!

W latach osiemdziesiątych w Mysłowicach działało co najmniej kilka ogólnodostępnych toalet, dzisiaj otwarta jest tylko jedna, przy ulicy Oświęcimskiej w okolicach dworca. Inne odeszły w niebyt jak poprzedni system…

Jednym słowem, jeżeli przypadkowego turystę najdzie potrzeba w okolicach dzielnicy Wesoła, ów człowiek jest bez szans na dotarcie w czystej bieliźnie do jedynego działającego szaletu w Grodzie Mysława!

W prawdzie po drodze jest wiele niezagospodarowanych terenów zielonych, jednak publiczne obnażanie się czy ostentacyjne załatwianie potrzeb fizjologicznych pod gołym niebem jest karalne.
Spontaniczne „załatwianie sprawy” na świeżym powietrzu może okazać się bardzo kosztowne, bo grozi za to mandat od 50 do nawet 500 złotych.

Publiczne dzielenie się własnymi spostrzeżeniami związanymi z oddawaniem ekskrementów to nie jest wdzięczny temat. Przynajmniej dla mnie. Jednak życie zmusza nas do codziennego pobytu w magicznym pomieszczeniu i nie ma od tego ucieczki.

Jeszcze kilka lat temu w Mysłowicach działały trzy miejskie toalety (przy Krakowskiej Oświęcimskiej i Piastów Ślaskich) i jedna kolejowa (przy Powstańców). Przy ulicy Krakowskiej już od ponad 2 lat nie można oddać się rozkoszy opróżnienia organizmu z powodu dewastacji jakich dopuścili się prawdopodobnie niezadowoleni klienci. Przy dworcu PKP na Powstańców „kolej” nie widziała potrzeby wspierania miasta w ich ustawowych obowiązkach, a na Wesołej publiczna toaleta została zamknięta przez służby sanitarne, również z powodu urągających warunków.

I tak została nam ostatnia, jedyna miejska toaleta przy ulicy Oświęcimskiej, w której czas zatrzymał się w latach osiemdziesiątych minionego wieku!

Mój pomysł na miejskie szalety:
Wstydliwy temat miejskich toalet można rozwiązać bardzo szybko i w prosty sposób. Przy odrobinie dobrej woli decydentów, remont gminnych pomieszczeń można przeprowadzić tak zwanymi własnymi siłami, a nie poprzez „niezbędny” przetarg i tworzenie projektów, które też kosztują. To pozwoli zakończyć spekulacje na temat braku kasy w gminnym budżecie na remont toalet. Wystarczy zakupić niezbędne materiały budowlane. Pracownicy MZGK, ZOMM czy MPWiK są w bezpośredniej dyspozycji władz miasta i tak naprawdę „jeden telefon” może wstydliwy temat rozwiązać raz na zawsze.

W drugim odcinku „Mojego pomysłu na Mysłowice” poruszę poważniejszy społecznie temat , a mianowicie, zabezpieczenia miejsc dla wszystkich mysłowickich przedszkolaków!