Grzebanie w ludzkich życiorysach to jedno z najbardziej podłych działań, jakie cechowało byłych agentów służb bezpieczeństwa i dyspozycyjnych dziennikarzy w okresie PRL. Ówczesne szumowiny czepiając się rodzin i życia osobistego opozycjonistów czy nawet księży, potrafili zniszczyć i zdeptać ludzką godność.

Po roku 89’ miało się to zmienić i tego typu ludzie mieli być wyrzuceni na margines życia społecznego. Niestety niektórzy nasiąkli jak gąbka szambem poprzedniego ustroju politycznego i próbują wskrzeszać demony stalinowskich działań. Dyspozycyjni dziennikarze, opisujący tak naprawdę nie znane im wydarzenia z życia rodzinnego swoich „politycznych” ofiar, są wśród nas i mają się dobrze. Również w Mysłowicach!

 

Staram się rzadko zabierać głos, komentując półprawdy, a czasami zwykłe głupoty wypisywane m.in. na mój temat przez pewną mysłowicką gazetową przekupkę. Jednak mściwa starsza pani, która ubzdurała sobie, że jest sumieniem Miasta, po raz kolejny przekroczyła granicę przyzwoitości, uderzając tym razem swoim napastliwym tekstem w moją rodzinę. Uważam, że takich spraw nie wolno zostawiać bez komentarza, dlatego pozwolę sobie kilka zdań komentarza.

Szanowna pani Grażyno,

wielokrotnie udowadniała pani w swoich felietonach, że przyzwoitość to słowo, które traktuje bardzo wybiórczo. Widzę, że od kiedy mysłowicki Urząd zwiększył ilość zamawianych reklam w Co Tydzień, coraz częściej ukazują się chamskie i oszczercze publikacje na mój temat, których autorką jest właśnie pani. Tendencyjne, pełne nienawiści i pogardy teksty potwierdzają moje wcześniejsze słowa, że z uczciwym dziennikarstwem ma to niewiele wspólnego. Z lokalnej gazety informacyjnej zrobiła pani zwykły plotkarski szmatławiec.

Chcąc mnie upokorzyć w oczach mieszkańców rodzinnego miasta, pisała już pani, że przed wyborami dogadałem się z prezydentem Lasokiem, pisała, że służyłem prezydentowi Osyrze, dziwię się jednak, że pani nie napisała jeszcze o tym, że służyłem czy wspierałem prezydenta Augustyna – to byłby już szczyt pseudo dziennikarskich wynaturzeń chorej starszej kobiety. Wypisywane głupot i pani chamstwo przekroczyło tym razem granice ludzkiej przyzwoitości – czepiła się pani mojej byłej żony, przy której nie mogłaby pani nigdy stanąć, m.in. z powodu różnic intelektualnych i wizualnych.

Dziwi mnie, że starsza kobieta, u kresu swojej marnej drogi życiowej, próbuje grzebać w moim życiu osobistym i rodzinnym, udowadniając tym samym swoją nieciekawą reputację oraz brak hamulców moralnych przy ocenie innych osób. Ja wiem, że reklamy gazetowe, o które pani również mnie nagabywała, potrafią pchnąć do największych podłości – ale proszę o zachowanie minimum przyzwoitości!

Gdybym miał poniżyć się do pani poziomu, mógłbym napisać kilka zdań o pani młodości, prowadzeniu się,  życiu rodzinnym czy pracy zawodowej. Są bowiem ludzie, którzy twierdzą, iż chętnie opowiedzieliby kilka soczystych historii. Jednak nie mam naleciałości osobnika, który grzebie w ludzkich życiorysach i tarza się w szambie rozlewanych plotek. Być może dlatego, że wynieśliśmy inne wartości z rodzinnego domu.

Jeżeli to pani sprawia przyjemność, proszę nadal pisać swoje paskudne w treści felietony, ale proponuję zmienić sobie ofiarę nikczemnych półprawd, plotek, insynuacji i intryg. Są bowiem ludzie, którzy z mojego rodzinnego Miasta zrobili sobie dobre źródło dochodu, ustawili swoje rodziny i znajomków, o czym pewnie wiemy oboje.

Przypomnę, że pani plotkarskie felietony skrzywdziły już wielu ludzi. Niestety nie wszyscy są odważni na tyle, aby stanąć przeciwko dziennikarzynie, która jest w stanie co tydzień poniżać ludzi, bo ma taką zawodową możliwość. Pani Grażyno, jestem w stanie zrozumieć, co pani czuje patrząc w lustro po publikacji, której jedynym celem jest obrażanie człowieka, na którego poszło dziennikarskie „zlecenie”. Ukształtowana psychika w okresie gdy Róża Luxemburg była idolem młodzieży, przynosi teraz żniwo w postaci podłych wynaturzeń starszej już kobiety. Kobiety, która nie potrafi uczciwie ocenić sytuacji, ani ludzi o których pisze.

Nieudolna próba upokorzenia mnie w lokalnych mediach, tylko dlatego, że ukazuję ponad 300 000 000 dług, prywatę w zatrudnianiu znajomków obecnej władzy, którzy sprowadzili Mysłowice na dno w pozyskiwaniu unijnej kasy, polityczne awanse osobistych klakierów i kolegów prezydenta, wydawanie ogromnych publicznych pieniędzy na autopromocję, potwierdza tylko tezę, że nasze miasto stacza się po równi pochyłej. To zaś nie podoba się panu Lasokowi i jego świcie. Jako radny miejski i mieszkaniec Mysłowic potępiam powyższe działania, od lat piętnuję prezydencką prywatę, przez co w dyspozycyjnych mediach, jeszcze bardziej dyspozycyjna Grażyna, próbuje robić ze mnie czarną owcę. Mimo tworzonych na zamówienie publikacji, nadal będę piętnował te wszystkie patologiczne zjawiska.

Z pożałowaniem przyglądam się pani redakcyjnej pracy opisującej „sukcesy” bogatego zleceniodawcy, z którego jeszcze nie tak dawno szydziła pani w mojej obecności i naśmiewała z dykcji czy intelektualnych możliwości. Pan Edward Lasok, w prywatnej rozmowie dał mi niedawno do zrozumienia, że jak będzie zmuszony, to wykorzysta dyspozycyjną redaktorkę Co Tydzień i tu ze zdziwieniem muszę stwierdzić, że tym razem słowa dotrzymał! Lasok bowiem nie lubi, gdy ukazuje się prywatę panującą w Mysłowickich kręgach władzy.

Nie jestem w stanie liczyć na uczciwość pani Grażyny, ale liczę na uczciwość Redakcji Co Tydzień i proszę, aby moja odpowiedź została opublikowana na 2 stronie najbliższego wydania, czyli w miejscu gdzie dyspozycyjna staruszka wylała szambo półprawd i oszczerstw, aby wkupić się w łaski zleceniodawcy dobrze płatnych reklam.

 

Z wyrazami szacunku,

Dariusz Wójtowicz, radny miejski,
który od 18 lat uczciwie służy Miastu i Jego mieszkańcom,
z własnej kieszeni płaci za wydawnictwa,
nie dał się politycznie sprzeniewierzyć za wyborcze łupy,
nie sprzedał swoich współpracowników za funkcje w Radzie
i zawsze dotrzymuje danego słowa!